czwartek, 1 czerwca 2017

Tusze Distress Oxide - czy lepsze, czy warto. Moja opinia.

Czy czekaliście na nowe tusze Tima Holtza DISTRESS OXIDE ? Bo ja bardzo. Jako wielbicielka i wieloletnia użytkowniczka poprzednich distress musiałam od razu sprawdzić co znowu wymyślił wielki guru. Każdy zadaje sobie pytanie - CZY SĄ LEPSZE ? jaka jest moja opinia? Niestety nie odpowiem Wam na to pytanie ;) Po kilku próbach, kilku zrobionych kartkach stwierdziłam, że nie wiem, czy są lepsze - ale na pewno są INNE.

Przede wszystkim nadal są wodne - czyli idealne do wszelkich zabaw mediowych, ale tym razem pigmentowe. Co to oznacza ? Mówiąc obrazowo, zawierają drobinki "pudru", pigmentów, które powodują, że są gęste. Czym to skutkuje ? Przede wszystkim SĄ BARDZIEJ KRYJĄCE.


Jak widzicie na zdjęciu powyżej, użyłam ich z szablonami i stemplami na ciemnych powierzchniach i wzory są dość dobrze widoczne. To zresztą można wykorzystać nie tylko na ciemnych bazach, ale także przy nakładaniu kolorów jeden na drugi, nie pokryją tuszu od spodem całkowicie, ale dają bardzo fajne efekty przenikania się kolorów.


Gdy patrzycie na zdjęcie powyżej, macie wrażenie,ze jest jakby pokryte bielą, nieprawdaż?  Takie ... przydymione. Powodem tego jest właśnie owo "OXIDE" czyli UTLENIAJĄCE. Tusze utleniają się na powietrzu i zmieniają nieco kolor. Moje osobiste odczucie jest takie, że proces ten zachodzi przez pewien czas po ich użyciu; tzn, na początku kolor jest bardziej intensywny, potem nieco się zmienia. Dość dobrze jet to też widoczne na zdjęciu poniżej, gdzie użyłam tuszy z wodą.


Są więc świetne dla osób uwielbiających postarzenia (takich jak ja), bo zyskujemy dodatkowy efekt na naszych pracach. Nieco mniej polubią je osoby lubiące czyste, intensywne kolory.

Lecz przyznam, że najlepiej spróbować samemu chociaż jednego koloru, gdyz zdjęcia nie oddają do końca wyglądu  tuszowanej powierzchni. Pomimo białego "nalotu, dzięki namacalnym drobinkom pigmentu sprawia ona wrażenie aksamitnej i rozświetlonej. W moim odczuciu lepiej się nimi tuszuje większe powierzchnie i cieniuje brzegi. Sa bardziej kremowe, łatwiej jest pokryć nimi papier równomiernie.


I jeszcze jedna kwestia - jakość odbitek stemplowych. Ponieważ tusze są pigmentowe, miałam nadzieję, że będą się nadawać do stemplowania. Jak wiadomo tradycyjne tusze distress nie najlepiej odbijają precyzyjne stemple, chociaż radzą sobie jako tako z odbijaniem prostych motywów, np. napisów. Niestety jak widać pod spodem tusze distress oxide nie stemplują precyzyjnie. Napis wyjdzie OK (jak widać na zdjęciu na samej górze posta), stempel z wieloma szczegółami nie odbije się precyzyjnie. Ale taka jest przecież ich natura - zostały zaprojektowane do postarzania.




To tyle w kwestii pierwszych wrażeń. W ciągu kolejnych dni pokażę Wam kilka kartek wykonanych przy pomocy tych tuszy - bo oczywiście zabawa dopiero się rozpoczęła :) Nie wiem czy odpowiedziałam chociaż po części na Wasze pytanie, ale wiem jedno - pokochałam nowe tusze, na stałe zagoszczą w moje szufladzie, ale i nie zamierzam się pozbyć starych :) Cóż, tai los scraperki ;)

Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie - postaram się odpowiedzieć czy wykonać dodatkowe próby.

W swoich badaniach użyłam tuszów DISTRESS OXIDE dostępnych już w sklepie ZieloneKoty.pl


pozdrawiam serdecznie - Mirella




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz